sobota, 9 lipca 2016

Nadia Sawczenko: przebaczcie Polacy, jeśli możecie. A co na to UPA z OUN-em?

Bohaterska pilotka, niedawno wymieniona przez Putina na dwóch pojmanych przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy oficerów GRU, wypowiedziała w polskim Sejmie piękne słowa o wołyńskiej rzezi. Dwudziestopięciolatka z Batkiwszczyny Julii Tymoszenko okazała się szlachetniejsza i mądrzejsza od wszystkich ukraińskich i polskich nacjonalistów razem wziętych.
Przywróciła nam nadzieję na prawdziwe pojednanie z sąsiadem, tym bardziej potrzebne, że jest on śmiertelnie zagrożony przez wielkoruski imperializm.  
Półtora miliona młodych Ukraińców pracujących w Polsce znacząco wzmacnia te nadzieję - po raz pierwszy od sojuszu z Petlurą w 1920 r. pojednanie z Ukraińcami staje się realna perspektywą. 
Jeden jest tylko warunek tegoż, od którego strona polska odstąpić nie może i nie odstąpi. Nie odstąpi, bo jeśli plują nam w gębę, to trudno udawać, że deszcz pada. 
Wołyńscy ludobójcy, masowi mordercy dzieci, kobiet i starców nie mogą robić za bohaterów i wzorzec dla patriotycznej młodzieży walczącej ze specnazem w batalionie Azow i w Prawym Sektorze. Nie mogą rzeźnicy być patronami ulic, placów i uczelni. 
Jeśli ukraińska elita będzie nadal próbowała mrugać do nas w tej sprawie lewym okiem, że to niby ciemny lud tego pragnie - żadnego pojednania nie będzie .
Jeśli pojednania nie będzie, Ukraina stanie sam na sam z żądnym zwycięskiej wojenki Władimirem Władimirowiczem. Może się okazać, że sąsiad nasz będzie państwem sezonowym (Saisonstaat) całkowicie na własne życzenie.
Paweł Kocięba-Żabski, syn Wołyniaka 

środa, 6 lipca 2016

Maryjo, zmiłuj się nad dewotami, zmiłuj się też nad faryzeuszami

Senat, jak by nie było izba wyższa naszego parlamentu, zamiaruje rok 2017 ogłosić rokiem Niepokalanej Dziewicy Maryi, Królowej Nieba i Aniołów - lecz przede wszystkim Królowej Polski.
Przed dwoma laty, gdy Sejm nasz za patrona roku uznał św. Jana z Dukli, bezbożnicy niektórzy - w rzeczy samej  posłowie śp. Ruchu Palikota - podnieśli niewczesne larum. Pierwszy podle utrzymywał, że Jan z Dukli nigdy nie istniał, czyli był fantazmatem rozmodlonego ludu. 
Drugi jeszcze chytrzej podważał, powołując się na tak zwane prawa fizyki, niezbity fakt historyczny - lewitacje Jana z Dukli nad obronnymi murami podczas oblężenia miasta Lwowa przez bisurmanów. 
Lewica laicka w obydwu izbach naszego parlamentu jak zwykle nic nie rozumie z tych trudnych spraw. 
Pomnę z trudem, jak przez mgłę, straszny rok 1982, najgłębszą noc stanu wojennego. Wtedy to we wrocławskim akademiku :Szklany Dom", zwanym potocznie "Szklanką", doszło podczas studenckiej biesiady do znamiennej debaty. 
Dotyczyła ona potencjalnej wyższości miasta Szprotawa nad miastem Brzeg Opolski, ewentualnie odwrotnie. Student z Brzegu Opolskiego, nieżyjący już niestety Przybyła Marek podnosił wstrząsający fakt, że w jego mieście istnieją Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego. Ten ze Szprotawy (Rysiu Zubko, obecnie prawa ręka prezydenta Lubina Raczyńskiego Roberta) zmiażdżył był jednak oponenta, zadając mu cios decydujący: oto ongi w mieście Szprotawa podczas procesji Bożego Ciała hostia wysunęła się z rąk wątpiącego kapłana, uniosła 3,5 m ponad tłum i opadła dopiero na usilne modły zgromadzonego ludu. 
Co z tego wynika dla spotkania Franciszka z Polakami oraz nie-Polakami pod Krakowem i na dłuższą metę dla naszej Ojczyzny w następnym odcinku. 

Nie kłam Grzegorzu Schetyno, bo ujawnimy dowody zdrady

Brzydko się chwalić, a przechwalać to już wręcz zgroza. Nie mogę powstrzymać się jednak od ponurej satysfakcji. Pierwszy na tym blogu wyprzedzająco napisałem (odsyłam do właściwego postu) o planowanej zdradzie Schetyny i jego prawej ręki Borysa, to jest o tajnych pertraktacjach tychże z Kaczyńskim i Lipińskim (pod auspicjami Kościoła oczywiście) w kwestii obalenia dolnośląskiego marszałka i zbudowaniu chwalebnej koalicji PO-PiS-lubińscy Bezpartyjni Samorządowcy.
Przemilczała to świadomie Gazeta Wyborcza, przemilczał siostrzany TVN. Włączyły się całe trzy dni później, gdy mogło być już za późno, a huczała już o tym cała Polska, nie tylko warszawka. 
Dla gorzej zorientowanych w temacie krótkie przypomnienie: w dniu kluczowej sesji Sejmiku Dolnośląskiego szóstka radnych Platformy wykonała gwałtowną a niespodziewaną woltę - wbrew molestowaniom, straszeniu i presji Schetyny i Borysa (ten w decydującym momencie dowodził akcją z gabinetu pisiorskiego wojewody Hreniaka) poparła atakowanego marszałka Przybylskiego, odbudowując tym sposobem starą koalicję.
Schetyna rżnie teraz bezczelnie głupa, że ograł mistrzowskim posunięciem pisiorów. Prawda jest odwrotna zgoła: odważnych sześciu radnych uratowało Schetynie dupę, a przy okazji czternaście pozostałych koalicji sejmikowych, na które czyhają pisiory.
Ewo Kopacz i Huskowski Stanisławie! Po wyjaśnieniach Schetyny na wczorajszym zarządzie najlepiej udawajcie idiotów, że mu wierzycie. I tak cała Polska wie jak było. 

Frasyniuk wchodzi w action directe, Kaczyński niestety też

Władysław Frasyniuk oświadczył wreszcie jednoznacznie, że od 10 lipca skończą się koszmarne pisowskie sabaty odprawiane już 74 razy nad smoleńskimi trumnami. Sabaty urzędowo zmonopolizowane przez  partię prawą i sprawiedliwą, tak jakby w prezydenckim tupolewie zginęli (polegli?) wyłącznie członkowie PiS.
Do PiS-u z całą pewnością nie należały takie ofiary katastrofy, jak wicemarszałek Szmajdziński, Szymanek-Deresz, Jaruga-Nowacka, Aram Rybicki, Wiesław Woda, Sebastian Karpiniuk czy Grzegorz Dolniak.
Do PiS-u nie należało i należeć nie zamierzało 92% obecnych na pokładzie. Warto o tym cierpliwie przypominać, bo z 74 szczęśliwie minionych miesięcznic wynika coś zgoła przeciwnego. Nie ulega natomiast wątpliwości odpowiedzialność braci Kaczyńskich oraz PiS-u jako całości za katastrofę i wszystkie jej ofiary. Narracja PiS-u w tej mierze jest tak zwaną prawdą klasycznie i całkowicie odwróconą. Partia rządząca tyleż bezczelnie co bezwzględnie (głównie wobec rodzin) zawłaszczyła rocznice, miesięcznice i wszelkie pozostałe "nice", jak to od zawsze ma w konsekwentnym zwyczaju.
Dobrze, że ktoś przerwał nareszcie ten zwyrodniały i politycznie głęboko nieuczciwy dance macabre. Może to przywróci Polsce choć odrobinę psychicznego zdrowia.
Frasyniuk proponuje legalną kontrmanifę pod Pałacem Prezydenckim, która wejść ma na stałe do kalendarza KOD-u i zjednoczonej (daj Boże) opozycji. Do tej pory zdarzali się na miesięcznicach odważni, bo samotni kontrmanifestanci, tym razem idzie o grupy liczniejsze i dobrze zorganizowane, choćby opozycyjnych kibiców (tak, są takowi, do tego całkiem liczni).
Jarosław Kaczyński zapewne uśmiecha się teraz pod swym nieistniejącym wąsem. Jego pełną rozmachu i swoistego polotu nawet action directe zobaczymy po szczycie NATO i krakowskim spotkaniu z Franciszkiem, gdy zaczną się masowe aresztowania opozycjonistów. Trudno przecież uwierzyć, by nasze orły - Ziobro, Kamiński, Godzilla-Święczkowski oraz Bejda Ernest - pracowały tyle miesięcy po cichutku zupełnie na próżno.      

poniedziałek, 4 lipca 2016

Festungu BRESLAU wielkość i małość - Zdrojewski, Dutkiewicz i co ma o tym myśleć normalny breslauer

Ulubioną moją zabawą jest od pewnego czasu wjazd do Wrocławia poprzez jego piękny Dworzec Główny i oglądanie miasta oczami dwudziestolatka, którym byłem w orwellowskim ponoć roku 1984. 
Efekt jest wstrząsający: z zapyziałego, prowincjonalnego miasteczka (za PRL-u konsekwentne ósme miejsce w kraju w centralnej puli inwestycyjnej) obciążonego potężnymi lecz niszczejącymi śladami dawnej świetności wpadamy poprzez wehikuł czasu w zjawiskowej urody europejską metropolię. 
To awers. Uczciwie trzeba przyznać, że na ten awers ciężko zapracowała ekipa Zdrojewski-Huskowski-Dutkiewicz et consortes. 
Rewersem okazuje się narastające zmęczenie trwającej niezmiennie od dwudziestu sześciu lat drużyny, psychologiczna i polityczna (samo)izolacja prezydenta Dutkiewicza, skrajnie nieudolna polityka kadrowa tegoż, kompletne oderwanie od pokolenia 20 - 40 letnich wrocławian oraz dramatyczny brak panowania nad budżetem powiązany z chorym systemem tzw. "projektów". 
Zacznijmy od końca: odwrotnie niż u przyzwoitej gospodyni domowej "projekty" puchną w oczach, nad którym to procesem absolutnie nikt nie panuje. Pierwsze z brzegu przykłady: Stadion Miejski (z 450 milionów spuchł do ponad miliarda), Rondo Reagana (z 35 do ponad 100), czy wreszcie Narodowe Forum Muzyki (to, że zamknęło się ono ostatecznie w niecałych 300 graniczy z cudem). Nie inaczej jest z EIT+ na Praczach Odrzańskich, nad którym prezydent nie sprawuje efektywnej i należytej kontroli. 
Puchną wszystkie projekty, również te małe i średnie - kasa musi się znaleźć i już. Jeśli skojarzyć te zjawiska z naturalną śmiercią Rady Miejskiej (kompetencyjną, ale też moralną), całkowitym brakiem prawdziwej komunikacji z młodym pokoleniem, uzyskujemy przemożne wrażenie chaosu i bezhołowia ratowanego szerokim strumieniem unijnych pieniędzy.  
Mamy więc Bizancjum, do tego Bizancjum schyłkowe, czyli politycznie słabiutkie - z przypadkowymi pożal się Boże macherami od lokalnej polityki (wszystkie ogólnopolskie inicjatywy prezydenta zakończyły się przecież pełną i zasłużoną klapą). 
Może Zdrojewski na tym tle wydaje się przaśny, jak przaśny był jego Wrocław, jednak zdecydowanie budził on większe zaufania jako gospodarz. 
Nad inwestycjami komunalnymi nikt w wymiarze sprawczym i nadzorczym nie panuje. Pamiętamy Złotniki, czy Ołtaszyn, na których inwestycje co najwyżej dwuletnie potrafiły wlec się bez końca ku zachwytowi przepłacanych wykonawców, symbiotycznie zblatowanych z miejskim nadzorem. 
cdn

Kaczyński w hali EXPO, Schetyna zaś na Pergoli

Dwa wiekopomne wydarzenia zaburzyły Polakom idyllę niedzielnej sjesty: kongres PIS prawie jednogłośnie - choć jednak bez siedmiu tajemniczych sprawiedliwych - wybierający prezesa Kaczora na pięćdziesiątą drugą dożywotnią kadencję oraz wrocławski kongres (programowy?) PO. Na pierwszym pisiory fetowały swego wodza jak Czerwoni Khmerzy Pol-Pota (entuzjazm delegatów zdawał się nawet odrobinę bardziej autentyczny); drugi spęd zdominowały grobowe miny i wyczuwalna na każdym kroku sztuczność.  
Nasz nieszczęsny el CAPITANO prężył swe boskie ciało we wrocławskiej Centennial Hall (jeszcze nie tak dawno Hali Ludowej). O żadnym programie rzecz jasna nikt z Platfusów nigdy nie słyszał (może poza Bonim), za to CAPITANO bohatersko straszył naszego prezydenta impeachmentem. 
Straszne to, choć trudne słowo sen spędza z powiek Agaty i Andrzeja. Nawet teść poeta Kornhauser zarżał ze śmiechu. 
Wreszcie wkurzyła się była Kopaczowa i z bezpiecznej od CAPITANO odległości (konkretnie z krakowskiego pogrzebu Janiny Paradowskiej) pogroziła silnorękiemu przywódcy PO, że publicznie go przepyta z tajnych konszachtów z pisiorami. List otwarty w tejże sprawie ogłosić ma również wrocławsko-legnicki poseł Huskowski Stanisław. 
O cóż tu pytać na Bóg miły? 
Próbował Gregorio z pisiorami obalić marszałka Przybylskiego, lecz niestety cała szóstka radnych PO wypięła się na swego komendanta. Gdyby poszli za wodzem, zapewne w pozostałych czternastu województwach pisiory szybciorem przejęłyby kontrolę - nad szmalem z RPO przede wszystkim. PSL pod wodzą Kosiniaka-Kamysza bywa nadspodziewanie lojalny, ale bez przesady. 
Najgorzej jest być złym i słabym jednocześnie. 
Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jeno sznur. 

UNITED WE STAY or SEE EU LATER

Brytole z prowincji głębszej i płytszej!
Gołym okiem widać, jak wam dumnym synom Albionu mięknie rura. A może Buckingham przerwie wyniosłe milczenie, a może Parlament nie uzna referendum za wiążące?
Może, może. Jednak z całą pewnością nie przejdzie pomysł agenta Kremla o dziwacznym nazwisku Farage - imigranci NO, wolny dostęp do europejskiego wspólnego rynku YES. Trza wam wybierać dziarscy potomkowi Francisa Drake'a. 
Podobieństwa pomiędzy prowincjonalno-wsiowymi zwolennikami BREXIT-u, a naszą Dobrą Zmianą zdają się uderzające do znudzenia. Jedni i drudzy zgarnęli stosy unijnego szmalu, jedni i drudzy Brukseli szczerze nienawidzą. Są siebie warci jako chamowate ludowe cwaniaczki. 
Kaczyński (prorok i mąż stanu) wymyślił Międzymorze pod polskim przewodem, utarcie nosa Krzyżakom, wreszcie wewnątrzunijny sojusz z Wielką (już na szczęście niedługo) Brytanią. Po sekundzie jawnie się okazało, jak straszliwie bredzi nasz niewyrośnięty mędrzec. Teraz na kongresie własnego imienia przybredza znowu o nowym europejskim Traktacie - Traktacie Ojczyzn. Traktat ten niewątpliwie wymuszą nasze cztery F-16 z demobilu. 
Na szczęście nikt poważny hobbita nie słucha, a bracia Czesi, Słowacy i Węgrzy zlewają nasze niedoszłe przywództwo moczem rzęsistym. O Litwinach przez litość nie wspomnę. 
Wielka Szóstka (być może leciutko poszerzona) zintegruje się lada moment w pierwszej europejskiej prędkości. My pozostaniemy w przedpokoju zapatrzeni w nadchodzącego Władimira Władimirowicza. 
Wtedy wreszcie Kaczka Starsza o Sekundę od poległego brata stanie jak równy z równym z Robertem Schumannem i Konradem Adenauerem. Tuz obok niebo stanie słynny ekonomista Morawiecki ze swoimi slajdami.