Dzień i noc, po nocy znów w dzień pracują chłopaki z CBA nad naszą panną Hanną GW. Wyniki niestety wychodzą nadspodziewane, z reprywatyzacją gruntów i kamienic pożydowskich ściśle związane. Panna Hanna nie do końca spodziewała się takiego obrotu sprawy: łudziła się naiwna kobieta, że piękny Donald ochroni wierne swoje sługi do końca świata. Tymczasem piękny Donald w Brukseli Brexitem zajmuje się, dla Hanny czasu ni chrena nie znajduje.
Sama Hanna bohatersko pucuje się w mainstreamowych (tzw. żydowskich) publikatorach, że drugą Blidą będzie. Niepotrzebnie to czyni, bo broni krótkiej nie posiada. Chmielna 70, liczne adresy ślicznych pożydowskich nieruchomości przy Nowogrodzkiej, Poznańskiej, na koniec wreszcie pechowa (trefna wręcz) kamienica przy Noakowskiego w rękach córki Dominiki i małżonka pana Waltza pozostająca, wyglądają niestety jak liczne gwożdzie do trumny.
Czy koledzy partyjni, a w szczególności słynny Grzegorz - zajebię cię - Schetyna murem staną za wiceprzewodniczącą partii? Wielka to zagadka, lecz radzę w tej sprawie do wróżki-Cyganichy nie chodzić. Być pierwszym więźniem politycznym Kaczki starszej o sekundę od Poległego Brata Prawdziwego Twórcy i Przywódcy Solidarności piękna to rzecz, ale niekoniecznie przyjemna. Twarde materiały to twarde materiały, szczególnie jeśli HGW osobą własną nadzorowała odnośne biuro reprywatyzujące żydowski majątek.
Co czynili jej znakomici podwładni, przede wszystkim Rudnicki Jakub? Blatowali się na potęgę z cwaniakami skupującymi grunty i kamienice za bezcen, czemu się zresztą trudno dziwić.
Jeśli diabła nie ma, to i Pana Boga nie ma. Skoro ich nie ma, hulaj dusza na pożydowskich fruktach. Diabła może i nie ma, za to Kaczyński Jarek jest, któren to Kamińskiego z Bejdą Ernestem pospołu skutecznie mobilizuje.
Strach pomyśleć, czym się to wszystko skończy. W takiej Rosji, w sumie za miedzą, taki Władimir Władimirowicz cały kraj ukradł i jest OK. Tutaj nad Wisłą niestety unijne standardy obowiązują.
Ciężki będzie los opozycji zjednoczonej naszej po letnio-jesiennych sezonowych aresztowaniach. Przyjdzie zjednoczonej opozycji wraz z Gazetą Wyborczą krzyk podnieść, że naszych za niewinność biją.
Gorzej będzie, gdy mojżeszowej proweniencji hipster o nazwisku Śpiewak - przywódca NGO-sa pod wdzięczna nazwą Miasto Jest Nasze, któren to od lat przewały reprywatyzacyjne społecznie śledzi - potwierdzi wszystkie zarzuty CBA - ba zmartwi się szczerze, że większość nieprawości Biuro zamiotło pod dywan.
piątek, 15 lipca 2016
środa, 13 lipca 2016
Złoty Pociąg nadjeżdża trąbiąc na nas trąbką złotą
Przypomnijmy, nie żeby atmosferę i tak już gorącą sztucznie podgrzewać, lecz dla uporządkowania spraw: tysiące sztab złota - depozyt największych siedemnastu banków regencji wrocławskiej (obejmującej również Łużyce) i całej Prowincji Śląskiej - warte według stawek roku 1945 sześćdziesiąt milionów dolarów, według dzisiejszych zaś grubo ponad półtora miliarda, spoczywają sobie bezpiecznie w pociągu ukrytym w podziemnym tunelu na 65 kilometrze trasy kolejowej Wrocław - Wałbrzych.
Nie jest to informacja z gatunku stuprocentowych, lecz prawdopodobieństwo szczęśliwego znaleziska znacznym jest i wciąż rośnie, skoro dwaj eksploratorzy zaangażowali poważne środki w uzyskanie wszystkich niezbędnych biurokratycznych pozwoleń, z góry godząc się na oddanie 90 % skarbowi państwa polskiego.
Szlachetni eksploratorzy kopać zaczną w następny czwartek, a być może wcześniej, zmylając gapiów i zainteresowane ambasady. Kopać będą z uwagi na upały głównie nocami w upiornej scenerii godnej najlepszej nazistowskiej tradycji.
Skarb Wrocławia z całą pewnością nie został wywieziony z Dolnego Śląska - nie było na to czasu ani możliwości logistycznych. Esesmani i kierownictwo NSDAP Niedeschlesien przekonani byli, że tu po wojnie spokojnie wrócą, choćby dlatego, że nikt wtedy nie wierzył, że cały Dolny Śląsk trwale przypadnie Polsce. Wszyscy, a szczególnie naziści uważali, że Niemcy tu wrócą, w ten czy inny sposób.
Inne lokalizacje skarbu Breslau są dużo mniej realistyczne. Dwie najpoważniejsze to cesarskie zapory w Leśnej (wszystkie podziemne tunele zalane i zaminowane) oraz bezpośrednie zaplecze byłego sztabu Śląskiego Okręgu Wojskowego przy ulicy Pretficza we Wrocławiu. Za ostatnią lokalizacją przemawia wygodna bliskość oraz fakt, że w pierwotnej koncepcji aliantów granica polsko-niemiecka przebiegać miała na Odrze, nie na Nysie Łużyckiej. Południe Wrocławia przypadłoby w takiej konfiguracji Niemcom. Ten argument wspiera jednak w tym samy stopniu lokalizację wałbrzyską.
Chłopaki będą kopać, my zaś cali w nerwach.
wtorek, 12 lipca 2016
O co tak naprawdę chodzi z wołyńską rzezią
Wyobraźmy sobie przez chwilę, że my współcześni Polacy Anno Domini 2016 fundujemy naszą państwowość na sławetnych pogromach w Myślenicach, Jedwabnem, Radziłowie, Rzeszowie i Kielcach. Morderców - pogromszczyków wynosimy na ołtarze i otaczamy pełną ochroną prawną, tak naprawdę immunitetem. Ich nazwiskami i pseudonimami organizacyjnymi nazywamy główne nasze place, szkoły i uczelnie.
Wyobraźmy sobie również, że w Berlinie, czy w Dreźnie aleja Hitlera krzyżuje się z bulwarem Hessa, a do placu Himmlera dochodzi ulica Goeringa; z gmachów państwowych zwisają nazistowskie flagi, a telewizje gloryfikują oświęcimskich oprawców.
Niepodległa Ukraina nie stanowi tu żadnego wyjątku: demokratycznego państwa prawa nie sposób budować na wielbieniu rzeźników, morderców starców, kobiet i dzieci.
11 lipca 1943 jest tu tylko symbolem - w tę niedzielę upowcy otoczyli na Wołyniu i w Galicji wschodniej ponad 120 kościołów. Wiernych spalili żywcem, nikomu nie przepuszczając. Akcja była starannie zaplanowana i organizacyjnie wykonana bez zarzutu.
Odpowiedzialność moralna i polityczna za bezprzykładne bestialstwo Ukraińskiej Powstańczej Armii i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów spada na Stepana Banderę i Lwa Rebeta; praktyczna i wykonawcza na Romana Szuchewycza-Czuprinkę wraz z towarzyszami z komendy głównej. Nie zmienia tego fakt, że Banderę i Rebeta wykończyli kilerzy GRU w 1957 w Monachium, a Szuchewycza NKWD wywlekło z bunkra pod Lwowem w 1950.
Największym błędem moralnym i politycznym prezydenta Juszczenki było stworzenie kultu państwowego Stepana Bandery.
Prezydent Poroszenko jest zakładnikiem tej sytuacji, co jest tym bardziej absurdalne, że na Ukrainie środkowej i wschodniej banderowców nienawidzą w nie mniejszym stopniu, niż w Rzeszowie, czy Przemyślu.
poniedziałek, 11 lipca 2016
Niewiarygodny pociąg do Złotego Pociągu, a jeszcze bardziej do Bursztynowej Komnaty
Co ma być w Pociągu wiemy: depozyt siedemnastu wrocławskich banków, w ostatniej chwili wywieziony z Festungu, dosłownie minuty przed domknięciem radzieckiego okrążenia. Najwyraźniej dowódca 6. Armii generał lejtnant Głuzdowskij (potomek polskich zesłańców) się w porę nie zorientował.
Depozyt w sztabkach złota wart był według cen z 1945 roku 60 milionów dolarów, według cen dzisiejszych grubo ponad 1,5 miliarda.
Dwaj zawzięci badacze - legaliści (Polak z Niemcem, jak Pan Bóg przykazał) zdecydowali się zdobyć wszystkie niezbędne zezwolenia, aby kopać legalnie i w pełnym majestacie polskiego prawa.
Biurokratyczna mitręga przygniotła ich srodze - szczególnie, że oprócz oddania 90% skarbu państwu polskiemu, eksploratorzy mają jeszcze na karku rosyjską i izraelską ambasadę.
Rosyjską, bo skarb mógł być częścią dóbr zrabowanych przez nazistów w ZSRR, izraelską - wszyscy wiemy dlaczego.
Eksploratorzy zaczną kopać na 65. kilometrze trasy Wrocław - Wałbrzych 21 lipca, w największy upał (chyba, że w nocy przy pochodniach) - w przeddzień święta PKWN.
Gapie już biją się o miejsca na okolicznych drzewach.
Ekspertyza badaczy z krakowskiego AGH brutalnie i całkiem bez kurtuazji wykluczyła istnienie Złotego Pociągu na 65. kilometrze; badacze - geofizycy z Wrocławia i Szczecina- byli już znacznie mniej kategoryczni.
W Wałbrzychu emocje sięgają zenitu, hotelarze zaś i restauratorzy zbierają złote żniwo już z górą pół roku.
W Zamkowej na Książu piwo Książ serwowano od niepamiętnych czasów po 5,00 zł, niemal jak w Biedronce. Gorączka złota dotarła i tutaj: piwo nazywa się teraz Złoty Pociąg i kosztuje jedyne 12,00 zł.
Na domiar złego prócz Pociągu w tunelach pod Książem (Furstenstein, czyli książęcy kamień) hitlerowcy ukryć mieli osławioną Bursztynową Komnatę, hojny dar Fryderyka I Hohenzollerna dla Piotra I Romanowa. Bursztynowa Komnata trzy posiada potencjalne lokalizacje: Książ, Mamerki na Mazurach i pewną skromną osadę pod Królewcem-Kaliningradem. Jednak wszyscy poważni badacze wiedzą doskonale, że Komnata spoczywa w straszliwych Książańskich kazamatach. Tak to już jest: złoto, bursztyn, na koniec czarna rozpacz.
sobota, 9 lipca 2016
Nasi ulubieni czarni okupanci Franciszka rychłym przybyciem przerażeni
Jedzie ku nam Franciszek, jedzie, aż w końcu szczęśliwie dojedzie, toż Watykan o kurzy skok. Módlmy się tedy, żeby go na polskiej gościnnej ziemi snajper Daeshu nie kropnął, bo znamy nadludzką sprawność pisiorskiej bezpieki. Nie mówmy o zbrodniczej kuli fanatyka-zamachowca, pomówmy lepiej o jadzie w ustach naszych purpuratów, którzy z obłudnymi uśmiechami na zapasionych obliczach witać będą Ojca Świętego, choć nie-Polaka już niestety, oj niestety. Utopili by go świątobliwi biskupi nasi w łyżce wody święconej, cóż kiedy hierarchia to hierarchia, na nią w Kościele-matce naszej nic nie poradzisz.
Cóż za okropieństwa wygadywał Ojciec Święty przed wizytą na podkrakowskich błoniach! Sodoma i Gomora! Wyraził się na przykład, że jedzie do młodzieży polskiej i wszelakiej, nie zaś do polskiego episkopatu - toż to chamstwo bezprzykładne! Albo gadał cóś o państwie wyznaniowym, że ono szkodliwym być może bardziej od wenerycznej, a wstydliwej choroby. Wyznał też, że ewangeliczna miłość milsza jest Chrystusowi od faryzejskich pohukiwań i gromów miotanych z ambony na przerażone owieczki. Co Franciszek gębę rozewrze, naszych biskupów zęby bolą i cały organizm.
Po cóż on tu przyjeżdża - niech przyjeżdża i czem prędzej zawija się z powrotem, bo jeszcze tym niewczesnym wolnomyślicielstwem kogo zarazi, świecką osobę albo - Boże uchowaj - duchowną. I zgorszenie gotowe.
Pisiory też z nim mają mają nielekko: nie po to ofiarowali Kościołowi polskiemu wyłączność na spekulację ziemią, by teraz od głowy Kościoła powszechnego jakichś horrendalnych bezeceństw wysłuchiwać. Ojciec Dyrektor zaś wianuszkiem dewotek otoczon też jakiś rozdrażniony wydaje się, całkiem nie w sosie. Tyle lat radiowej ewangelizacji, tyle lat łupienia oszalałych emerytek z wdowiego grosza, a tu ten... Aż słów chrześcijańskich w Toruniu brakuje naszym umiłowanym redemptorystom.
Żebyż jeszcze ten argentyński cholerny jezuita był Polakiem! Wojtyle też zdarzało się grzeszyć przesadnym liberalizmem, ale po pierwsze rzadko, po drugie co swój to swój. Nawet, gdy naród nasz nie za bardzo wiedział, o co mu właściwie chodzi, i tak go kochał za to, że jest Papieżem-Polakiem. Zresztą pewnie trochę musiał nasz polski Papież liberalnie ściemniać, bo watykańska racja stanu tego wymagała.
I jeszcze na domiar złego Franciszek nie kwapi się do poparcia całkowitego zakazu aborcji i nie każe zgwałconym rodzić! Bredzi coś o miłosierdziu, jakby był chory na głowę.
Cóż za okropieństwa wygadywał Ojciec Święty przed wizytą na podkrakowskich błoniach! Sodoma i Gomora! Wyraził się na przykład, że jedzie do młodzieży polskiej i wszelakiej, nie zaś do polskiego episkopatu - toż to chamstwo bezprzykładne! Albo gadał cóś o państwie wyznaniowym, że ono szkodliwym być może bardziej od wenerycznej, a wstydliwej choroby. Wyznał też, że ewangeliczna miłość milsza jest Chrystusowi od faryzejskich pohukiwań i gromów miotanych z ambony na przerażone owieczki. Co Franciszek gębę rozewrze, naszych biskupów zęby bolą i cały organizm.
Po cóż on tu przyjeżdża - niech przyjeżdża i czem prędzej zawija się z powrotem, bo jeszcze tym niewczesnym wolnomyślicielstwem kogo zarazi, świecką osobę albo - Boże uchowaj - duchowną. I zgorszenie gotowe.
Pisiory też z nim mają mają nielekko: nie po to ofiarowali Kościołowi polskiemu wyłączność na spekulację ziemią, by teraz od głowy Kościoła powszechnego jakichś horrendalnych bezeceństw wysłuchiwać. Ojciec Dyrektor zaś wianuszkiem dewotek otoczon też jakiś rozdrażniony wydaje się, całkiem nie w sosie. Tyle lat radiowej ewangelizacji, tyle lat łupienia oszalałych emerytek z wdowiego grosza, a tu ten... Aż słów chrześcijańskich w Toruniu brakuje naszym umiłowanym redemptorystom.
Żebyż jeszcze ten argentyński cholerny jezuita był Polakiem! Wojtyle też zdarzało się grzeszyć przesadnym liberalizmem, ale po pierwsze rzadko, po drugie co swój to swój. Nawet, gdy naród nasz nie za bardzo wiedział, o co mu właściwie chodzi, i tak go kochał za to, że jest Papieżem-Polakiem. Zresztą pewnie trochę musiał nasz polski Papież liberalnie ściemniać, bo watykańska racja stanu tego wymagała.
I jeszcze na domiar złego Franciszek nie kwapi się do poparcia całkowitego zakazu aborcji i nie każe zgwałconym rodzić! Bredzi coś o miłosierdziu, jakby był chory na głowę.
Czyżby pisiorstwo nasze szantażowało Schetynę Grzegorza?
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś tu śmierdzi. Można Schetyny nie lubić, można go nienawidzić (oj wielu ulega w jego przypadku tej z gruntu niechrześcijańskiej pokusie), jednak z całą pewnością to polityczny fighter wagi ciężkiej, słowem - zawodnik. Dlaczego w takim razie ten wytrawny stary lis wdaje się w szemrane konszachty z pisiorstwem naszym, kompromitujące jego osobiście, formację, którą po Tusku odziedziczył i niweczące jedność opozycji? Czemu nadstawia swe usteczka Lipińskiemu do pocałunku Almanzora, powiedzmy szczerze - pocałunku śmierci?
Jeśli czyni tak Piotr Borys, nowy dyrektor biura krajowego partii, to zgoła co innego. To bezideowy i cyniczny aparatczyk, który własną matkę sprzeda za czapkę śliwek. Był u Frasyniuka w Unii Wolności, przeflancował się, od lat służy nowemu panu. Gdyby Gregorio jego wystawiał na strzał, a sam zręcznie krył się w krzaczorach, byłoby to zachowanie racjonalne i w granicach żałosnej naszej politycznej normy. Jednak El CAPITANO rozmawia i angażuje się osobą własną.
Jakaż może być tego przyczyna, zważywszy na jego olbrzymie doświadczenie w podobnych grach i zabawach? Jak może jawnie się ośmieszać, w jednej chwili występując w całej Polsce na bilbordach z solennym zapewnieniem, że totalną opozycją uratuje kraj przed Kaczorem, a w drugiej niemal jawnie spiskować z wrogiem?
Jest jasne nawet dla największych przygłupów, że po wyjeździe Obamy i Franciszka zaczną się masowe aresztowania opozycji. Ilość haków na Grzesia jest praktycznie nieograniczona - przeciętnie sprawny policmajster może wybierać i przebierać. Czyżby przyciśnięty do muru Schetyna był aż tak naiwny, by łudzić się, że mu odpuszczą? Może by i odpuścili, bo pisiory to wzorowi chrześcijanie, lecz przecież nie mogą. Procesy wytoczone Schetynie czy Hannie GW to pisiorska racja stanu. Nic i nikt ich przed tym nie powstrzyma, a już na pewno żadne pokajanie się przed Lipińskim Adasiem w klozecie. Może to jedynie opóźnić egzekucję.
Ciężko doradzać komuś, kogo się szczerze nie lubi i ma za szkodnika. Jednakowóż jako dobry chrześcijanin spróbuję: żadnych układów El CAPITANO, morituri te salutant.
Szczyt NATO, a przy okazji szczyty pisiorskiej bezczelności i obłudy
BREXIT politycznych przyjaciół Kaczystanu ze słynnej frakcji Konserwatystów i Reformatorów (sic!) to naturalnie wina Tuska, a trochę też Merkel z Junckerem.
Bezdenna głupota i nieodpowiedzialność Camerona - jeszcze wczoraj strategicznego partnera Kaczora w Zjednoczonej Europie - to wedle Bielana Adama już wyłącznie niestety wina Tuska.
Powinien nasz polski przewodniczący Rady Europejskiej w te pędy podać się do dymisji, aby zrobić przyjemność pisiorom i zjawiskom pisioropodobnym (Alternative fur Deutchland, Front Narodowy rodzinki le Pen - brzęczą rubelki moskiewskie, oj brzęczą - austriacka Freiheitspartei etc.) i zwolnić wreszcie miejsce dla Bielana bądź Czarneckiego Richarda Francisa.
Ci słynni mężowie stanu zafundują Europie nowy Traktat Ojczyzn i będzie wreszcie pięknie i wesoło.Tak się jednak historycznie składało, że zawsze - i bez choćby jednego wyjątku - wielkie europejskie ojczyzny (szczególnie jedna ze stolicą w Berlinie) - układały się z Rosją ponad głowami mieszkańców ojczyzn mniejszych. Rozumie to każdy debil, ze znamiennym wyjątkiem polskiej "suwerennej" prawicy.
Sam szczyt NATO (z amerykańska zwany też summitem), piękna demonstracja jedności i solidarności Zachodu, amerykańska brygada pancerna zamiast batalionu w Redzikowie, wprowadzenie czterech batalionów do państw bałtyckich - któż do tego wszystkiego doprowadził?
Czy aby nie zdrajca stanu i kolaborant światowego żydostwa Sikorski Radosław? Czy nie pomagał mu w tym agent WSI Komoruski?
Pręży się nasz obecny pożal się Boże prezydent, Obamie w oczy czarne przymilnie zagląda, lecz przecież nie jego to mistrzunio z Nowogrodzkiej zapewnił mu te frukta i rozkosze.
Mistrzunio z Nowogrodzkiej dąsa się, usteczka oblizuje, robi niezwykle mądre miny i jak zawsze - nie kwitując - konsumuje cudza pracę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)